piątek, 14 września 2012

You must destroy all your comic books before it's too late!! #2

Batman: The Killing Joke: The Deluxe Edition: Alan Moore (scenarzysta, "The Killing Joke"), Brian Bolland (scenarzysta, "An Innocent Guy"), Brian Bolland (artysta), Richard Starkings (litery, "The Killing Joke"), Ellie DeVille (litery, "An Innocent Guy"), Denny O'Neil, Mark Chiarello, Bob Harras (edytorzy), Brian Bolland (okładka). 64 s, 2008, DC Comics, ISBN13: 9781401216672.

Batman stworzony przez Billa Fingera i Boba Kane’a

"The Killing Joke" oryginalnie wydano jako one-shot/ogn:
Batman: The Killing Joke 1988, DC Comics

"An Innocent Guy"* oryginalnie wydano w czerni i bieli w formacie zeszytowym:
Batman Black and White #4 1996, DC Comics


Dzisiaj bierzemy na tapetę kolejną klasyczną historię z Batmanem, tym razem będzie to Batman: The Killing Joke. Niespełna 50-stronicowy one-shot (albo, jak kto woli graphic novel) z 88 roku z miejsca stał się ważnym punktem w bat-mitologii - i do tego prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjnym. Krytycy, powołując się na sceny tortur Barbary Gordon i jej ojca, uznają go za wzorcowy przykład, panoszącej się w superbohaterskim komiksie, mizoginii i mizantropii. Zwolennicy natomiast chwalą zhumanizowanie Jokera i sugestywne przedstawienie podobieństwa i więzi między Mrocznym Rycerzem a Błazeńskim Księciem Zbrodni. Ale dziś możecie zapomnieć o tych wszystkich bredniach propagowanych przez liberalne media, bo dziś wreszcie poznacie prawdę o The Killing Joke.

A prawda niestety jest taka, że nie jest to za dobry komiks o Batmanie. W sumie trochę szkoda, bo od strony formalnej wszystko jest super. Alan Moore to jeden z najlepszych scenarzystów jacy pracowali w amerykańskim, komiksowym mainstreamie (osobiście powiedziałbym, że najlepszy). Podobnie Brian Bolland, w tamtej dekadzie nie miał sobie równych pod względem skrupulatnej, pełnej detali kreski, a także odwzorowania języka ciała i mimiki twarzy. Z resztą, co ja mówię "w tamtej dekadzie" teraz też nie ma! (To, że po narysowaniu tej historii przerzucił się prawie kompletnie na okładki jest sporą stratą dla anglosaskiego komiksu). Właściwie, mamy tutaj skondensowaną próbkę olbrzymiego talentu, jaki drzemie w tych panach - niestety mamy też sporo mniej lub bardziej kontrowersyjnych treści.

I tak po kolei. Zarzuty o mizoginizm i mizantropię są w miarę zasadne i nie wydaje mi się, żeby dało się ten komiks przed nimi sensownie wybronić. Co do originu Jokera, to prawdę mówiąc nie jestem zbyt wielkim fanem. Tzn. ten origin jest dobrze napisany, pasuje do opowiadanej historii i rzeczywiście tworzy coś na kształt człowieczeństwa dla postaci, ale nie jestem przekonany, że Joker czegoś takiego potrzebuje. Nawet jeśli potrzebuję, to fajnie by było, żeby coś z tego wynikało, bo tutaj ta cała humanizacja jest wykorzystana tylko po to, by dać Jokerowi pretekst do (prawdopodobnie zgwałcenia i) wysłania Batgirl na wózek inwalidzki, a także ośmieszania i znęcania się nad Jimem Gordonem. Staje się to oczywiste, kiedy Joker wyznaje, że zawsze inaczej pamięta swoją przeszłość. Po czymś takim jego flashbacki da się interpretować tylko jako maniakalne wizje, którymi usprawiedliwia i motywuje swoją nagłą chęć pokazania światu, że każdego, nawet najbardziej prawego i porządnego obywatela można złamać i zmienić w śliniącego się wariata.**

Ale szczerze mówiąc te wszystkie rzeczy mi aż tak bardzo nie przeszkadzają. (Motyw z originem wielokrotnego wyboru jest nawet całkiem sprytny). Moim zdaniem największą wadą tego komiksu jest zakończenie. The Killing Joke kończy się tak jakby twórcy powiedzieli sobie: Ok, okaleczyliśmy tą rudą zdzirę***, staremu piernikowi też się dostało, a z ważnymi postaciami już nic więcej nie pozwolą nam zrobić - no, to napisze się jeszcze żart, który to jakoś wyjaśni, potem fade-out kamery i koniec. Zdaje sobie sprawę, że dla wielu osób to zakończenie jest kultowe. To właśnie w tym momencie objawia się przed nimi prawda o szaleństwie Batmana, oraz to, że razem z Jokerem stanowią dwie strony tej samej monety, itd. Ja się z takim podejściem za bardzo nie zgadzam, bo po pierwsze, w 1988 przedstawianie Batmana jako osoby niezrównoważonej psychicznie nie było niczym oryginalnym. (Stopniowe umrocznienie komiksów, które miało miejsce w tamtej dekadzie sprawiło, że nim The Killing Joke się ukazał ten trop już dawno znalazł się w arsenale ówczesnych komiksowych scenarzystów). A po drugie, to jak Moore przedstawia szaleństwo Batmana nie jest do końca zgodne z przyjętymi standardami (zdaję sobie sprawę, że pisanie o standardach przedstawiania fikcyjnej postaci z komiksów jest śmieszne, ale whateve... jak już jestem geekiem, I might as well act like one). Niewykluczone, że Moore chciał dodać tej części nietoperzej osobowości trochę niuansów, ale nie specjalnie mu to wyszło. Jakby ktoś nie wiedział, komiks kończy się sceną, w której Batman oferuje pomoc Jokerowi, a ten odpowiada, że to nie ma sensu, bo i tak się nie zmieni. Potem opowiada swój dowcip i oboje (On i Batman) zaczynają się głośno śmiać. Problem z tą sceną nie polega na tym, że Batman okazał Jokerowi sympatię. (Chociaż przypuszczam, że to może wzbudzać w czytelnikach wątpliwości, zwłaszcza, kiedy na poprzednich stronach byli świadkami dokonań złoczyńcy). Tak naprawdę dziwny w tej scenie jest śmiech Nietoperza. To sugeruje, że w tym właśnie momencie Batman zrozumiał jak bardzo irracjonalna jest jego walka ze zbrodnią, ostatecznie pękł i oddał się drzemiącym w nim demonom. Ktoś mógłby spytać, co niby w tym takiego złego? Ano to jest właśnie to odejście od standardu przedstawiania Batmana, o którym wcześniej wspomniałem. Batman jest całkowicie niezdolny do zrozumienia bezsensowności swojej misji. Właśnie w ten sposób manifestuje się jego szaleństwo. W życiu prywatnym jest milionerem (właściwie, to teraz chyba już miliarderem, wiadomo - inflacja, miliony już na nikim nie robią wrażenia) tak naprawdę bardziej pomógłby społeczności Gotham jako filantrop udzielający się charytatywnie, zapewniając miejsca pracy i polepszając standard życia zwykłych obywateli. Albo uratowałby setki ludzi, gdyby po prostu skręcił kark Jokerowi. Ale on woli biegać po mieście przebrany za nietoperza i zamykać swojego arcy-wroga w Arkham, skąd ten w końcu ucieknie i zabije kolejnych niewinnych ludzi. Tak właśnie funkcjonuje Nietoperz. Na granicy wizjonerstwa i szaleństwa, co jakiś czas zbliżając się do którejś ze stron. Takie wypchnięcie go na jedną z nich, które robi tu Moore nie jest głupim pomysłem, ale bez pokazania nam konsekwencji tego wydarzenia to zakończenie staje się nieuczciwe, a sam komiks serią szokujących wydarzeń pozbawionych głębszych treści.

To jak będzie, 2, 2-...? Nie! No pewnie, że nie - to w końcu komiks Alana Moora.

Ok i tu będzie nagły zwrot akcji, bo wg mnie można ten komiks zinterpretować inaczej. Tak naprawdę to wyjątkowo subtelna krytyka superbohaterskiego komiksu lat 80, i to komiksu nie byle jakiego, bo chodzi tu o ten najbardziej ceniony. No wiecie, o ten, o którym się mówi, że zmienił superbohaterów z mało wyrafinowanej rozrywki dla dzieci w coś inteligentnego, co może być śmiało czytane przez dorosłych. (To znaczy, to może nawet nie jest krytyka The Dark Knight Returns czy Watchmenów, tylko takiego właśnie podejścia do tych komiksów. W końcu w owym czasie starzejący się fani pewnie byli w niebo wzięci, że komiks trafił na salony i nie trzeba rezygnować z dziecinnego hobby). Dodatkowym smaczkiem jest udział Alana Moore'a, bo to daje nam akcję w stylu: ojciec (albo, jak kto woli, jeden z ojców) tzw. inteligentnego super-hero komiksu sam niszczy koncept, który stworzył.

Pozwólcie, że to wyjaśnię. Formalnie The Killing Joke to niemalże 13 zeszyt Watchmenów. Wystarczy spojrzeć na twórców tego dzieła:

Alan Moore - wiadomo.

Brian Bolland to nie Dave Gibbons, ale właściwie całkiem blisko, oboje są Brytyjczykami, a do tego oboje są przyjaciółmi, którzy zaczynali karierę w tym samym czasie i miejscu (magazyn 2000AD). Ich style trochę się różnią, ale mają też wiele cech wspólnych.

John Higgins**** (również artysta wywodzący się ze szkoły 2000AD) - kolorysta Watchmenów jakby ktoś nie wiedział. Powiem więcej, szara eminencja tamtego klasycznego tytułu, bo czy ktoś wyobraża sobie przygody Rorschacha bez bijących po oczach różów i pomarańczy.

Oczywiście na ponownym skompletowaniu watchmenowskiej ekipy się nie skończyło. Storytelling The Killing Joke też jest jawnym nawiązaniem do Strażników: dziewięć paneli na stronie, podobny ruch kamery na początku i końcu historii, przechodzenie od sceny do sceny za pomocą podobnie skomponowanych paneli lub gierek słownych, duża ilość - jak na komiks - tekstu. Nie wspominając już o atmosferze opowieści: całe mnóstwo of the good ol' ultra-violence i degradacja bohaterów pozytywnych. Tak jak powiedziałem: niemalże 13 zeszyt Watchmenów.

Co więc się stało, że ludzie, którzy, jak dobrze wiemy, z tych samych składników byli w stanie stworzyć klasyka gatunku, tutaj zawiedli? Czy było to po prostu potknięcie mistrza, czy coś więcej? Wróćmy jeszcze raz do zakończenia The Killing Joke. A co jeśli w ostatniej scenie (przypominam, Batman oferuje Jokerowi pomoc, szansę na zmianę, na lepsze życie, wyrwanie się ze spirali przemocy, a ten odmawia i oboje zaczynają się z tego śmiać, jak z głupiego, zrozumiałego tylko dla nich dowcipu), to nie Batman oferuje Jokerowi pomoc? Co jeśli to sam Alan Moore (no wiecie jak Grant Morrison w Animal Manie... tylko nie tak dosłownie, z narysowaniem scenarzysty i całą tą szopką), a wraz z nim jego inteligentny super-hero komiks, zmiana status quo i logiczne rozwinięcie historii? A co jeśli po chwili Moore sam zaczyna się śmiać z tego pomysłu, bo wie, że tak jak DC nie miało problemu żeby spuścić go ze smyczy, kiedy pisał o postaciach wzorowanych na bohaterach Charlton Comics - to kiedy ma do czynienia z jednym z najcenniejszych trademarków DC Comics, Inc./DC Entertainment/Warner Bros. Entertainment/Time Warner już tak fajnie nie będzie? Co jeśli tak naprawdę superbohaterski komiks dla dorosłych różni się od wer. dla dzieci tylko tym, że w jednym złoczyńca co dwa nr. próbuje podbić świat za pomocą - no nie wiem - urządzenia, które kontroluje pogodę, a w drugim ten sam złoczyńca co dwa nr. torturuje, okalecza i morduje bliskich bohatera? Co jeśli w obu przypadkach nie kryją się za tym żadne głębsze przesłania? Co jeśli chodzi tylko o szokowanie i epatowanie brutalnością? Co jeśli fanom to w zupełności wystarcza? What then, fanboys? I nie macie teraz wrażenie, że cały mityczny progres gatunku, który miał miejsce w ejtisach, to właśnie ten tytułowy "zabójczy żart"?*****

No i jak tu ocenić taki komiks? Ano trzeba dać 4 oczywiście, w końcu to szczera prawda. A sami wiecie jak to jest z prawdą: rien n'est beau que le vrai, le vrai seul est aimable.

*W tej recenzji skupię się na The Killing Joke. An Innocent Guy jest pokolorowanym shortem, który Bolland oryginalnie napisał i narysował dla pierwszego vol. Batman Black and White z 1996 r. (chyba kiedyś Semic to u nas wydał). Historyjka jakich w antologiach znajdziecie mnóstwo, po prostu kilkustronicowy żart, w miarę śmieszny i ładnie narysowany, ale nic nadzwyczajnego.

**Tak na marginesie, pomimo moich pretensji do originu to uważam, że jest to jedna z najlepszych interpretacji tej postaci. To nie do końca prawda, że ten Joker jest tylko mroczny i straszny. Moore bardzo zgrabnie łączy tutaj różne, czasami skrajne wersje postaci. Ja np. widzę tutaj bardzo dużo z kampu lat 60-tych i aktorskich popisów Cesara Romano. Joker jest tu bardzo śmieszny, sypie głupimi żartami na prawo i lewo, co jakiś czas akcentując je mocnym/mrocznym punchlinem, a w jednym momencie nawet śpiewa piosenkę o wyższości szaleństwa nad poczytalnością. Jeśli ktoś nie jest obeznany w komiksach, a był pod wrażeniem charyzmy i magnetyzmu Ledgera w Dark Knighcie, to polecam przeczytać tą historię. Zobaczycie sobie skąd się wzięła ta postać.

***Alan Moore w wywiadzie dla www.wizarduniverse.com zwierzył się, że coś takiego powiedział Len Wein, ale niewykluczone, że Bard z Northampton się pomylił, bo współtwórca Swamp Thinga (a obecnie scenarzysta Before Watchmen: Ozymandias i Curse of the Crimson Corsair) akurat przy tym komiksie z Moorem (jako edytor) nie współpracował… Ale z drugiej strony, kto wie co się tam działo? Link.

****Wydanie, które mam zostało ponownie pokolorowane i "poprawione" przez Bollanda. Angielski rysownik podobno nigdy nie był zadowolony z pracy Higginsa i z ograniczeń technicznych, z jakimi borykali się koloryści w latach 80-tych. Link.

*****Oryginalnie chciałem tutaj napisać parę słów o tym, jak dalej potoczyła się kariera Moorea. Byłoby o tym, że to jego ostatni komiks dla DC (tak jakby) i ostatnia dekonstrukcja archetypu superbohatera (tak jakby), i że on to wszystko ze szczegółami przemyślał i zaplanował, ale wtedy zrobiłby się z tej recenzji jeszcze większy SyFy, niż w wer. obecnej. Prawda jest taka, że na pewno tego nie zaplanował, a The Killing Joke to najprawdopodobniej gówniany komiks z Batmanem, który zupełnie przypadkiem całkiem trafnie krytykuje ejtisowy i post-ejtisowy "inteligentny" super-hero komiks. C'est la vie, amirite?:)

6 komentarzy:

Bartłomiej Basista pisze...

Ha nieźle to wszystko rozkminiłeś!

Mnie przeraża ten komiks właśnie pod względem "co właściwie miał Moore w głowie pisząc ten komiks?" - czytając go miałem wrażenie że właśnie to jest jeden wielki (zabójczy) żart z DC. Czuje że Alan miał już wtedy ich po dziurki w nosie ale był kontrakt z którego musiał się wywiązać i tak jakoś wyszło. Może te podobizny do Strażników to nic innego jak fuszera w stylu "sprawdziło się wtedy to i sprawdzi się teraz".

Można godzinami mnożyć rozwiązania.

Co ciekawe to chyba jedyny taki komiks Moore'a w którym kreska dominuje nad scenariuszem. Bo powiedzmy sobie szczerze rysunki Bollanda rozwalają na łopatki.

Ale mimo wszystko uważam że to naprawdę dobry komiks. I jestem jednym chyba z niewielu którzy uważają że wersja z nowymi kolorami jest lepsza! :)

Bartłomiej Basista pisze...

ale no właśnie..

chyba nie nazwiesz Strażników komiksem który różni się od komiksów dla dzieci kwestią brutalności i zachowaniem złoczyńców?

Daniel Muszyński pisze...

"Mnie przeraża ten komiks właśnie pod względem "co właściwie miał Moore w głowie pisząc ten komiks?" - czytając go miałem wrażenie że właśnie to jest jeden wielki (zabójczy) żart z DC. Czuje że Alan miał już wtedy ich po dziurki w nosie ale był kontrakt z którego musiał się wywiązać i tak jakoś wyszło. Może te podobizny do Strażników to nic innego jak fuszera w stylu "sprawdziło się wtedy to i sprawdzi się teraz".

Można godzinami mnożyć rozwiązania."

Podobno Bolland jest wybitnie powolnym rysownikiem, stąd nie wykluczone, że Moore napisał skrypt podczas pracy nad Watchmenami. Właśnie dlatego nie wydaje mi się, żeby to był planowany atak na DC. Chyba, że to jakaś kosmiczna świadomość... albo ten cały wężowy bóg, którego wyznaje, poprowadził jego dłoń:)

"Ale mimo wszystko uważam że to naprawdę dobry komiks."

Ja też lubię ten komiks. W końcu dałem mu 4:) Nie, ale tak na poważnie, to dziwny twór, ale go lubię.

"chyba nie nazwiesz Strażników komiksem który różni się od komiksów dla dzieci kwestią brutalności i zachowaniem złoczyńców?"

Nie, no pewnie, że nie, aż takich herezji głosić nie będe. Podobizny Moorea i Millera wciąż stoją na moim ołtarzu.

Bartłomiej Basista pisze...

Co do Panów M - to tak samo jak u mnie w domu :D nawet raz mnie zapytano czy mam komiksy jakiś innych autorów :P

ostatnio wszędzie widzę jakiś hejterów oczerniających Millera - ok koleś ma słabsze chwile ale to nie powód żeby od razu go tak przekreślać :(

Daniel Muszyński pisze...

Też nie wiem o co chodzi. Ludzie chyba mają mu za złe jego poglądy. Artystycznie nie schodzi poniżej poziomu interesting failure, a w jego przypadku są one zawsze bardzo interesting.

Bartłomiej Basista pisze...

Pewnie masz rację, część z nich ma problem z jego poglądami a część z nich wiesza go za Boy Wonder ;)

Bardzo spodobała mi się wypowiedź Moore'a na temat tego że Millerowi nie podoba się szum wokół Occupy Wall Street:

"if it had been a bunch of young, sociopathic vigilantes with Batman makeup on their faces, [Miller would] be more in favour of it"

Co wg mnie jest dla Millera wielkim komplementem który stwarza z niego kurde drugiego Boba Kane'a! :P