niedziela, 24 lutego 2013

Ktoś dzisiaj ogląda Oskary?

Ja nie.

Jak dla mnie dzisiejsza nocna telewizja sprowadza się do wyboru między:

There Will Be Blood (najbardziej dojrzały i najlepszy Paul Thomas Anderson, dzisiaj w TVP1 o 23:50... i nie, jeszcze nie widziałem Mistrza);

The Game (wczesny David Fincher, ale już opromieniony sukcesem Se7en, dzisiaj w TVN o 23:00);

The Yakuza (klasyczny Sydney Pollack z Robertem Mitchumem i Kenem Takakurą, dzisiaj w TVN7 o 23:20);

a podwójnym seansem na FilmBoxie, gdzie będzie można kolejno obejrzeć 21 Grams (21:15) (do tej pory, jedyne co widizalem, Alejandro Gonzáleza Iñárritu, to Amores perros, czyli można by powiedzieć, że wrócę do miejsca, w którym skończyłem) i Strumpet (23:30) (Danny'iego Boyle'a lubię i kojarzę za Trainspotting no więc wypadałoby sprawdzić coś innego, mam rację?).

A potem do łuzia - potrzeba mi dużo snu upiększającego... No wiecie, bo jestem brzydki. Taki samo deprecjonujący żart... A zresztą, nie ważne.

Ale jeśli wy będziecie oglądać dzisiaj Oscary, to te dwa filmiki na pewno wprowadzą was w odpowiedni nastrój.




sobota, 23 lutego 2013

They Might Be Giants - Narrow Your Eyes / Built to Spill - Twin Falls

Narrow Your Eyes, They Might Be Giants (1992, album: Apollo 18)

Najzabawniejsze w TMBG jest to, że kiedy słucha się ich starszych kawałków to człowiek sobie myśli: "To trochę dziwne, że potem zaczęli nagrywać muzykę dla dzieci", ale potem słuchasz ich jeszcze trochę i myślisz sobie: "Eee... Nie, to jednak wcale nie jest dziwne, że zaczęli nagrywać muzykę dla dzieci".


---

Twin Falls, Built to Spill (1994, album: There's Nothing Wrong with Love)

Najbardziej irytujące w Bee Thousand (siódmym albumie Guided by Voices) jest to, że wszystkie piosenki są strasznie krótkie i chciałoby się żeby trwały trochę dłużej. Wiem, że ta snippetowość jest zamierzona, styl zespołu i w ogóle, ale nic na to nie poradzę,  że chciałbym, żeby te piosenki były trochę dłuższe. Mam bardzo podobne odczucia w związku z tym utworem Built to Spill. Na szczęście na płycie przechodzi bardzo gładko w Some.

Justice - New Lands / Daft Punk - Digital Love

New Lands, Justice (2011, album: Audio, Video, Disco)

Muzyka Justice, albo właściwie Jus†ice, nigdy mnie nie interesowała, ale ten utwór jest całkiem fajny. Co dziwniejsze, nie robią tutaj żadnych cudów - taki z-elektro-fikowany NWOBHM albo obciachowy prog z późnych lat 70. już chyba od dosyć dawna wpisuje się w stylistkę zespołu. No i piosenka ma spoko teledysk - oryginalny Rollerball, to był przefajny film :)


---

Digital Love, Daft Punk (2001, album: Discovery)

Ale i tak Daft Punk jest lepszy w te klocki. Na swojej klasycznej płycie, Discovery, (ugh, kiedy piszę o płycie z 2001 roku, że jest "klasyczna" czuje się strasznie stary, ale to w sumie jest klasyczna płyta i jestem już dosyć stary) dwóch Francuzów (chodzi mi o Thomasa Bangaltera i Guy-Manuela de Homem-Christo, dwóch panów, którzy razem tworzą Daft Punk, bo Justice to też duet z Francji... tak gwoli wyjaśnień) w swoim samplowym kociołku upichcili danie, które smakuje podobnie, ale jednak lepiej niż pozycja Justice, przepraszam Jus†ice. Zwróćcie uwagę na van helenowską solówkę, która wchodzi w 3:20.

Laurie Anderson - O Superman (For Massenet) / Jim Croce - Lover's Cross

O Superman (For Massenet), Laurie Anderson (1982, album: Big Science)

Lepsza połowa Lou Reeda.


---

Lover's Cross, Jim Croce (1973, album: I Got a Name)

Moja ulubiona piosenka Crocego. Chociaż You Don't Mess Around with Jim, Time in a Bottle, czy I Got a Name są pewnie lepiej znane. Lover's Cross lubię najbardziej, bo ma zajebisty tekst i zainspirowała Warrena Ellisa (nie, nie tego od Nicka Cave'a) do napisania tego komiksu... No dobra, pewnie go wcale nie zainspirowała, ale lubię sobie tak myśleć.

The Shangri-Las - Give Him A Great Big Kiss / Stevie Wonder - A Place in the Sun

Give Him A Great Big Kiss, The Shangri-Las (1965, album: Leader Of The Pack albo 1964, singiel 7'': Give Him A Great Big Kiss)

Klasyka, co nie? Niektóre rzeczy po prostu się nie starzeją.


---

A Place in the Sun, Stevie Wonder (1966, album: Down to Earth)

Jak wyżej.

czwartek, 14 lutego 2013

Sound and Vision 14.02.13 (Crumb, Herzog i inni)

Przed wami kolejna relacja z moich youtubowych polowań.

Arena to poważana seria telewizyjnych, filmów dokumentalnych produkowanych przez i wyświetlanych na brytyjskiej BBC. Seria z niemałymi tradycjami, bo ukazują się w niej filmy od 1975. W 1987 pokazali w niej dokument pt.

The Confessions of Robert Crumb (1987)


Przedstawiający sylwetkę Roberta Crumba jednego z najsłynniejszych (a właściwie, to pewnie najsłynniejszego) amerykańskiego twórcy undergroundowych komiksów. Warto sprawdzić.

Warto sprawdzić też...

Crumb (1994) reż. Terry Zwigoff


Drugi i o wiele bardziej znany dokument o Crumbie, który ukazał się w 94 i został wyreżyserowany przez Terry'ego Zwigoffa. Zwigoff jest całkiem interesującym reżyserem z całkiem niczego sobie dorobkiem. Jeśli się nie mylę, to Crumb był chyba jego pierwszym większym sukcesem, ale po nim nakręcił Ghost World, film na podstawie komiksu Dana Clowesa, którego nigdy całego nie widziałem, ale oryginalny komiks jest jednym z moich ulubionych. A także Bad Santa i Art School Confidential (te już widziałem i są bardzo fajne).

Z innej beczki. Znalazłem też...

Grizzly Man (2005) reż. Werner Herzog


Całkiem świeży dokument nakręcony przez wielkiego Wernera Herzoga. Tak jak napisałem, dokument raczej świeży, do tego trochę kontrowersyjny i raczej dobrze znany, dlatego mogliście go już widzieć. Ale jeśli nie widzieliście, to wypada sprawdzić, bo to naprawdę świetny film dokumentalny. Herzog przedstawia nam Timothy'ego Treadwella, ekologicznego aktywistę i samozwańczego obrońce niedźwiedzi grizzly. Treadwell przez ostatnie 13 lat swojego życia spędzał lato na Alasce, dosłownie żyjąc wśród dzikich niedźwiedzi, aż w końcu on i jego dziewczyna zostali pożarci przez jednego z nich. Ponieważ Treadwell podczas swoich biwaków kręcił amatorskie filmy przyrodnicze poznajemy go od intymnej strony. A Herzog, chociaż jest pod sporym wrażeniem jego dokonań, nie szczędzi mu krytyki za głupotę. Jeden z tych filmów, do których bardzo dobrze pasuje łatka: "nie pozostawi cię obojętnym".

I na koniec jeszcze jedno dzieło Herzoga.

Die große Ekstase des Bildschnitzers Steiner (1974) reż. Werner Herzog


Tym razem dokument z lat 70. który Herzog nakręcił dla niemieckiej telewizji. Oryginalnie ukazał się między premierami Aguirre, der Zorn Gottes, a Jeder für sich und Gott gegen alle. Wydaje mi się, że całkiem fajnie tutaj pasuje, bo podobnie jak Grizzly Man, też jest o człowieku, który zadziera z naturą i pokazuje jak się to na nim odbija. Die große Ekstase opowiada o Walterze Steinerze, szwajcarskim skoczku narciarskim i jego zmaganiach podczas mistrzostw świata w lotach w Planicy (w 1974 r.). Nie ignorujcie tego filmu tylko dlatego, że jest po niemiecku, chociaż fakt, że czasami ciężko zrozumieć co, z akcentem, szprecha Steiner. Ale nawet jeśli nie rozumiecie języka, to warto obejrzeć dla klimatu i muzyki krautrockowców z Popol Vuh.

No i to chyba tyle. Widziałem jeszcze dokument o Nicku Drake'u. He, pewnie najbardziej emo documentary ever. Możecie go obejrzeć TUTAJ.

niedziela, 10 lutego 2013

Joan Jett & the Blackhearts - Crimson and Clover / Drudkh - Farewell to Autumn's Sorrowful Birds

Crimson and Clover, Joan Jett & the Blackhearts (1981, album: I Love Rock 'n' Roll)

:D


---

Farewell to Autumn's Sorrowful Birds, Drudkh (2012, album: Eternal Turn of the Wheel)

Moja ulubiona piosenka z ostatniej płyty uwielbianych przez wszystkich ukraińskich nazi black metalowców... A może to po prostu nacjonaliści, nie jestem pewien? Majestatyczny riff - powiedziałbym nawet, że taki (Neil) youngowski.

Tegan and Sara - Shock to Your System / Cut Copy - Far Away

Shock to Your System, Tegan and Sara (2013, album: Heartthrob)

Very Robyn-esque. Z Heartthrob jest chyba trochę tak jak swego czasu było z Loose (Nelly Furtado). Tegan and Sara wcześniej siedziały dość mocno w indie popie, a teraz wskoczyły w taki user friendly synthpop. Ale skoro piosenki są dobre, to chyba nie ma co narzekać. Jak zrecenzują to na Porcysie, to pewnie skończy się pozytywną oceną, bo oni tam strasznie lubią Grega Kurstina (główny producent Heartthrob)... Nie to, że jest coś nie tak w lubieniu Grega Kurstina - wszystkie piosenki The Bird and the Bee są naprawdę bardzo fajne.


---

Far Away, Cut Copy (2008, album: In Ghost Colours)

Tak naprawdę to nigdy nie wciągnąłem się w muzykę Cut Copy... Być może dlatego, że nigdy jej aż tak dużo nie słuchałem, ale ten kawałek jest naprawdę całkiem fajny. Początek jest jakby trochę zerżnięty z Talking Headsów.

Scraps - 1982 / Quiet Company - You, Me, & the Boatman

1982, Scraps (2012, EP-ka: Secret Paradise)

"What would they say if they found out you’re nothing but a computer. Not capable of loving and feeling just like a human. I don’t care I would love you the same. Touch your buttons and print out your name". Podmiot liryczny zmaga się z dylematami, które wszyscy dobrze pamiętamy z evergreena Formacji Nieżywych Schabuf, ha ha... eh... To wcale nie jest śmieszne... A zresztą, nie ważne.


---

You, Me, & the Boatman, Quiet Company (2011, album: We Are All Where We Belong)

Shitty ameri-indie, ale nawet mi się podoba.