piątek, 19 grudnia 2014

Święta






Pewnie zdajecie sobie sprawę z tego, że zbliżają się Święta, mam racje?

Jest kilka różnych sposobów na spędzanie tego całego przedświątecznego okresu. Ja np. zapycham pustkę, która bije z centrum mojej bezwartościowej egzystencji poprzez nabywanie rożnego rodzaju, w gruncie rzeczy, niepotrzebnych mi dóbr. Tzn. wiem, że można zajmować się jeszcze Jezusem, rodziną, Mikołajem itd., ale w sumie, to wole kupować sobie jakieś pierdoły. No i oddawałem się temu w najlepsze m.in. zamawiając kilka filmów z Merlina. Wiem, co sobie teraz myślicie: "Po co kupujesz rzeczy w Merlinie, przecież to chujowy sklep?" itd. Zdaję sobie sprawę, że nie jest za rewelacyjny, ale mają czasami nawet ok promocje i... no i kupuje tam filmy... czasami... A w ogóle to zejdźcie ze mnie! Ok? Nie muszę się tłumaczyć gdzie i jak sobie filmy kupuje.

...

No to, jak już mówiłem, kupuję sobie filmy w Merlnie, bo są świąteczne promocje, i przy okazji sprawdziłem sobie jak tam u nich z filmografią Johna Carpentera. Robię coś takiego prawie zawsze przy tego typu zakupach. Carpenter to jeden z tych reżyserów, których twórczość chciałbym mieć w całości na półce, bo wychodzę z założenia, że nawet jego słabsze (późniejsze) filmy są genialne i jeśli obejrzę je wszystkie wystarczająco wiele razy, to się w końcu na ich genialności poznam. I tak się akurat złożyło, że mieli w ofercie film którego nie posiadam, widziałem tylko raz, i który jest trudniejszy do zdobycia niż The Ward, czy Escape from L.A. W Merlinie pojawiło się Vampires.

(Tutaj macie linka: http://merlin.pl/Lowcy-wampirow_John-Carpenter/browse/product/2,739609.html. Jedyna różnica jest taka, że parę dni temu - przed moim zakupem - był dostępny i można było go dodać do koszyka. I Mówię "pojawiło się", bo wcześniej go nie było. A wiem, że nie było, bo kiedy ostatnio robiłem zakupy, to też sprawdzałem filmografię Carpentera i go nie było.)

W zaistniałej sytuacji wiadomo, że film trafił do koszyka. Nie ma się co rozdrabniać, mam racje? (James Woods kontra wampiry w neo-westernowym mise en scène - what's not to like?) No i na początku tego tygodnia przesyłka do mnie dotarła i co się okazało? Ano okazało się, że kupiłem Vampires: Los Muertos! A Vampires: Los Muertos to nie to samo, co Vampires, to sequel Vampires z Jon Bon Jovim w roli głównej. Prawdę mówiąc, wydaje mi się, że szok w związku ze zdobyciem wiedzy o tym, że powstało coś takiego jak sequel Vampires z Jon Bon Jovim w roli głównej był początkowo większy niż to, że Merlin wysłał mi towar niezgodny z zamówieniem. Ale kiedy już dotarło do mnie, że Merlin wysłał mi towar niezgodny z zamówieniem, to oczywiście natychmiast pomyślałem o reklamacji... I równie szybko mi się tej reklamacji odechciało. Bo to trzeba pisać jakieś pisma i chodzić na pocztę, i w ogóle, wkurzyłem się, że Merlin wybija mnie z mojego bezmyślnego, konsumpcyjnego stuporu i zmusza do zajmowania się takimi rzeczami. Aby ratować się przed tym losem, chwyciłem za pudełko z filmem, odpaliłem IMDb i zacząłem przeglądać creditsy, w nadziei, że natknę się na coś, co zachęci mnie do posiadanie tego DVD na własność. Liczyłem, że może Carpenter był tak niezadowolony z sequela, że wziął i sam, cichaczem, przemontował i sfilmował nowe sceny, tak jak zrobił to przy Halloween II. Albo że on i Alan Howarth sami zrobili soundtrack, jak przy Halloween III: Season of the Witch. Ale z tego co widziałem, to niestety nic takiego nie nastąpiło. Vampires: Los Muertos zostało wyreżyserowane przez Tommy'go Lee Wallace'a, a Carpenter jest tylko producentem. Całe szczęście, widziałem parę filmów Wallace'a - It (które nie jest jakieś rewelacyjne) i Halloween III: Season of the Witch. I nawet lubię Halloween III - tam jest ta scenę z robakami i wężami wychodzącymi z głowy dzieciaka...



A poza tym, zanim Wallace wziął się za reżyserię, pracował przy produkcjach Carpentera, poczynając od debiutanckiego Dark Star. No i wydanie DVD, które dostałem ma komentarz reżysera - komentarze reżysera są zawsze spoko. Czyli innymi słowy, zdołałem jakoś sam siebie przekonać, że warto ten film posiadać w sowich domowych zbiorach (przynajmniej do czasu aż go obejrzę i okaże się kompletnym gniotem).

Ale tutaj też jest pewne "ale". Bo nie reklamując tego zakupu odbieram sobie i Merlinowi szanse na mailowo-listowną korespondencję, która na pozór będzie wydawać się oschła i zdawkowa, a w rzeczywistości, między wierszami, będzie pełna wyrzutów, pretensji i zawiedzionych nadziei. Nie mogę tego tak zostawić! Nie w tym przedświątecznym okresie, w którym przecież chodzi o dawanie z siebie czegoś innym itd. No więc postanowiłem wstawić te wyrzuty i pretensje tutaj. Na swoim blogu. Do wglądu publicznego.

Wesołych Świat!

-----


Wanted Dead or Alive, Bon Jovi

3 komentarze:

Garret Reza pisze...

:)

Patryk Karwowski pisze...

" Czyli innymi słowy, zdołałem jakoś sam siebie przekonać". Najgorsze jest to że nigdy tak do końca się nie dasz przekonać :) Przynajmniej ja tak mam :) Zawsze jak coś chujowego kupię i niby już mi przeszło, bo przecież AŻ takie chujowe nie jest, to gdzieś tam pierwiastek chujowatości zawsze zobaczę :)

Daniel Muszyński pisze...

@Patryk
To prawda, nie wykluczone, że tak właśnie będzie. Ale zdarzało mi się też często, że będąc do czegoś negatywnie nastawiony i nie spodziewając się zbyt wiele zostałam bardzo pozytywnie zaskoczony, więc różnie może być :)