piątek, 23 stycznia 2015

filmowe déjà vu #3

The Terminator (1984), reż. James Cameron, pol. tyt. Terminator, IMDb, FILMWEB.

Titanic (1997), reż. James Cameron, IMDb, FILMWEB.

-----

Niedawno obejrzałem sobie ponownie - i po bardzo długim czasie od ostatniego razu - pierwszego Terminatora. No i wiadomo, świetny film, świetna historia, świetna akcja, świetne pościgi, świetna muzyka, świetne sci-fi, świetne gore i efekty specjalne, świetny horror... T-800 Arnolda powinien być wymieniany jednym tchem obok klasycznych niezniszczalnych, nie zatrzymywalnych slasherowych morderców, jak Michael Myers czy Jason Voorhees. Różnica jest taka, że on preferuje broń palną nad ostre narzędzia - co zresztą jak najbardziej ma logiczne uzasadnienie, jako bezduszna maszyna kierująca się swoim programem wybiera najprostsze, najbardziej skuteczne metody, które mają zaprowadzić go do zrealizowania tegoż programu. W gruncie rzeczy to bardzo ciekawe podejście do schematów gatunku - wykorzeniono sadystyczne ciągoty, zemstę za traumy dzieciństwa, czy zło drzemiące w sercu filmowego potwora, ale rezultaty jego działań pozostają takie same. Jest też trochę z zombie filmów, np. dystopijna przyszłość, gdzie ludzkość walczy o przetrwanie, a także fajny motyw z tą całą organiczną powłoką, którą pokryty jest szkielet Terminatora. Kiedy polowanie na Sarę Connor i Kyle'a Reese'a się przedłuża, i T-800 robi się coraz bardziej poobijany, jego skóra zaczyna się rozkładać i gnić. W pamiętnej scenie kiedy do jego motelowych drzwi puka woźny i kamera przełącza się na perspektywę Arnolda, po czym widzimy jak spośród opcji dialogowych wybiera "Fuck you, asshole", możemy zaobserwować bzyczące muchy wokół jego twarzy. A ten woźny tam puka, bo w pokoju śmierdzi zdechłym kotem.


Ale to co w sumie najbardziej mnie zaskoczyło, to to jak bardzo poważnie jest tam traktowany wątek romantyczny między Sarą a Reesem. Tak po części to głównie właśnie o tym jest ten film. I to ich uczucie jest przedstawione w wybitnie melodramatyczny i przesadzony sposób. To taka dwójka młodych kochanków, których czysta, epicka miłość przezwyciężyła czas i apokaliptyczną wojnę między ludźmi a maszynami. Właściwe to te wszystkie dziewczyny od literatury YA i filmowych Tłajlajtów, Hunger Gejmsów, Divergentów itd. powinny czcić ziemię, po której stąpa Cameron - dostały od niego swój produkt, i to chyba z jakiejś 20 lat wcześniej niż ten opanował popkulturę.

(Tzn. przynajmniej wydaje mi się, że literatura YA,Tłajlajty, Hunger Gejmsy itd. są o czymś takim? Jestem w tym temacie średnio zorientowany.)

-----




She is Young, She is Beautiful, She is Next, Perturbator


Humans Are Such Easy Prey, Perturbator

linki do soundclouda i bandcampa:
https://soundcloud.com/perturbator
http://perturbator.bandcamp.com/music

2 komentarze:

Patryk Karwowski pisze...

" To taka dwójka młodych kochanków"

Wiem co masz Daniel na myśli, ale to niekoniecznie ta sama bajka. Twórcy Twajlajtów i kolejnych młodzieżowych postapo i uczucia zawieszonego w tymże niepewnym środowisku są nastawieni na konkretny cel. O ile Terminator i związek w nim może się podobać szerszemu gronu, tak miłosne zapędy młodzieży w filmach o których piszesz są dla konkretnej grupy nastolatków. I ten związek ma z nich uczynić totalnych psajkofanów. Mają czekać na kolejne rozstania i powroty. ON ma być zajebiście przystojny, ONA musi być zabójczo piękna. To miłość na miarę plakatu z bravo na ścianie. Nie wierzę w ich uczucia. Dla mnie te filmy są do spetowania, bo żerują na burzy hormonów

Daniel Muszyński pisze...

Chyb masz rację. Ale ludzie od tych książek i filmów chyba nie planowali robić z nich czegoś takiego, tylko tak wyszło. Taka była reakcja publiczności, a potem to już zaczęli na tym żerować. Terminator ma wszystkie predyspozycje, żeby być wyrobem Tłajlajto podobnym, ale jego publiczność zafiksowała na innych elementach tego filmu.